Ewelina Marciniak i Piotr Lemański polecani byli dość nachalnie przez samego Rondelka (patrz – muzyczne spotkania w schronisku Szwajcarka) Artyści świetnie przygotowani do swojego występu (wspominam o tym, ponieważ jest to coraz mniej oczywiste) zaprezentowali twórczość, która przeniosła nas wyobraźnią (nie przez tematykę lecz estetykę) w okolice dowolnie wybranego chodnika w Jeleniej Górze. Kiedy rozmyślania i spacery po takich chodnikach stawałyby się nieznośne za sprawą warunków pogodowych, wyobraźnia mogła podpowiadać inna sytuację, bo przecież w czasie koncertu siedziałem chwilami w jakiejś kawiarni, koniecznie przy oknie, z którego obserwować mogłem ludzi goniących za sprawami przemijalnymi, a sam oddawałem się rozważaniom o miłości. Wizja to dosyć klasyczna z czasów, kiedy niejeden z moich rówieśników chciał zrobić światu kawał postanawiając w przyszłości zostać takim poetą kawiarnianym. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna, bo przecież – z punktu widzenia poety, którego w tym pisaniu mam na myśli – jestem po dzień dzisiejszy dokładnie po drugiej stronie szyby. W świat sentymentów, jak już wspominałem, przeniósł mnie występ Eweliny Marciniak i Piotra Lemańskiego w sposób elegancki i subtelny, z piosenką w bezkompromisowej formie, bez strzałów, wybuchów i tanich wulgarności. Zwróciło moją uwagę dopracowanie wykonawcze pod kątem scenicznych gestów i płynnych zapowiedzi z nienaganną dykcją. Zauważalna była też wzajemna wrażliwość artystów na siebie- odczuwalne były przykładowo delikatne zmiany tempa, spowodowane nie przez nieudolność lecz przez współgranie artystycznej osi czasu z napięciami towarzyszącymi piosenkom. Mogę śmiało napisać, że nawet jeśli estetyka prezentowana przez ten duet nie będzie zgodna z zainteresowaniami potencjalnego słuchacza to jakość przekazu będzie stanowiła o wyjątkowości występów Eweliny i Piotra, którymi warto się na przyszłość zainteresować. Na przyszłość polecamy!









Dodaj komentarz